Account: (login)

Are you the publisher? Claim this channel

Search in 126,027,913 RSS articles:

Channel Description:

Mały Rycerz to chłopiec, który zjawił się z Nieba, żeby nadać życiu naszej rodziny zupełnie inny wymiar. Ponieważ jeden z jego genów miał dużą fantazję - będzie dużo mniejszy niż jego rówieśnicy. W rośnięciu przeszkadza mu choroba - dysplazja kości. A ja? Jestem zwykłym człowiekiem, któremu w codziennej podróży pomaga ktoś niezwykły i ważny dla mnie - Pan B. W mojej codzienności usilnie staram się znajdować rzeczy, za które mogę być wdzięczna - to pomaga, gdy jest trudniej. To blog o Małym Rycerzu, o naszej rodzinie i o Panu B.

Latest Articles in this Channel:

  • 01/31/12--22:47: Dialog wychowawczy. (chan 1605068)
  • Tylko tym razem to córka wychowuje tatę;)

    Starsza wychodzi do szkoły w dobranych poprzedniego dnia okularach. Nosiła wprawdzie okulary 2 lata temu, potem jednak stwierdziła, że nie potrzebuje, niby było dobrze, ale nie do końca... Teraz już na pewno musi mieć na stałe, taki mól książkowy bez okularów się nie obędzie...

    Nieźle sobie poradziła z koniecznością noszenia okularów, ale lekki stres przed pójściem do szkoły i reakcją kolegów był. Nam się naprawdę podoba, wygląda stylowo, zapewnialiśmy ile wlezie, że fajnie wygląda.  Wychodzi więc dziewczę rano do szkoły, a kochający tatuś próbuje jej dodać otuchy.

    Tata: Hej! Naprawdę ładnie wyglądasz! A jak ci ktoś powie, że brzydko wyglądasz, to znaczy, że jest głupi!

    Córka: Ekhm... albo raczej, że się nie zna...

    Tata: Hmmm. Masz rację, że mnie poprawiłaś...

    ************************************************
    Nasłuchała się tyle razy, żeby na nikogo nie mówić per "głupi" a tutaj tato tak się zachowuje! A że Starsza lubi, kiedy jest tak jak należy, to przywołała tatę do porzadku. I dobrze:)

    A tutaj nasza śliczna okularnica -


  • 02/03/12--00:28: I znowu ekspertka... (chan 1605068)
  • A dziś o Młodszej będzie.

    - Mamo on się na mnie znowu wkurza! Ja tylko powiedziałam, że ma takie słodziutkie malutkie rączki, a on się wścieka i mówi, żebym nie mówiła na niego mały!

    - E tam, ja go rozumiem. Na pewno, gdybyś powiedziała, że ma silne, męskie ręce pewnie by się nie wściekał, prawda?

    - Ale on naprawdę ma takie malutkie, słodziutkie rączki!

    - Taaaak, a gdybym ja powiedziała, że masz takie króciutkie, słodziutkie nóżki, to by ci się podobało, tak?

    - Mamoooo! (z wyrzutem)

    - A widzisz... (z typowym dla matek wyrazem twarzy: "Mam rację!")

    - Ale o co chodzi z tymi nogami mamo? Jakie ja mam nogi?

    - To już idź do taty, bo jemu się takie podobają...

    DR zaczyna wywód tatusia:

    - Ja myślę, że chodzi o to, żeby chłopcy zwracali najbardziej uwagę na to wnętrze u dziewczyny.

    Ja uprawiam sabotaż:

    - Tere fere! A co najpierw u mnie zobaczyłeś? Sam mówiłeś, że piękny uśmiech, a nie to całe wnętrze!

    - A czy ty myślisz, że ja bym się z tobą BEZ tego wnętrza ożenił?

    - Pewnie nie...  (jak zwykle pokonana w potyczce słownej z mężem)

    - Ale uśmiechać się warto córeczko! (próbuję zachować jakiś balans porad zewnętrzno-wewnętrznych)

    W głowie Młodszej powstaje ważna teoria nt chłopaków:

     - Ja już wiem mamo! Trzeba się uśmiechać, żeby ich czymś zainteresować - żeby się chcieli przyjrzeć temu wnętrzu!

    Szczwana sztuka. Płciowa intuicja, tak?;)

  • 02/05/12--22:59: Jak ojciec z synem (chan 1605068)
  • Mały Rycerz ma szczęście posiadać fajnego Tatę. Lubi z nim spędzać czas, czeka na każdą okazję, żeby robić razem coś "chłopskiego". Naprawiają różne sprzęty w domu - gdy MR choćby tylko podaje narządzia, czuje się współsprawcą i jest z siebie bardzo dumny. Razem jeżdżą na rehabilitację, na basen, do fryzjera - to są ich "chłopackie" wyjścia:)

    Wczoraj w kościele miałam okazję podejrzeć przepiękny obrazek, jeszcze jedną scenę z serii "jak ojciec z synem". Długo jej nie zapomnę. Podczas nabożeństwa mamy "swoje" pięć krzeseł, na których zawsze siadamy - nie my jedni mamy zresztą swoje stałe miejsca - potężnie działa siła przyzwyczajenia:) Czasem podczas nabożeństwa pastor prosi, żeby Ci, którzy potrzebują modlitwy w jakiejś sprawie - na przykład swojego zdrowia - podnieśli ręce. A potem zachęca stojących obok nich, żeby położyli im ręce na ramionach i się za nich modlili. Jak rodzina, która w ten sposób troszczy się o siebie.

    Do tej pory w tych momentach najczęściej przełykałam gulę w gardle i sama modliłam się o syna, przecież wiadomo, że w sprawie jego choroby ciągle potrzebuje modlitwy. Nie chciałam go naciskać do zgłaszania się, czekałam. Kiedyś nastąpił ten moment i wzruszona obserwowałam, jak MR nieśmiało podnosi rękę. Tym razem też tak było. Mała dłoń lekko uniosła się w górę... A obok siedział tata, który również podniósł rękę. Tata wziął syna na kolana i objął go. Syn położył dłoń na ramieniu taty. Przytulili się. Za chwilę usłyszałam ciche modlitwy obojga. Patrzyłam ze wzruszeniem, wdzięcznością i dziękowałam Bogu. Za ich relację. Za kościół, w którym uczymy się takiej troski o siebie.

  • 02/07/12--23:19: Fu i obrzydliwość (chan 1605068)
  • Uwaga wstępna. To nie jest wpis dla mam dzieci, które jedzą wszystko. A już na pewno nie jest to wpis z rozpaczliwym apelem o pomoc, bo mam dzieci wybredne, rozpuszczone i grymaszące. Wiem, że mamy wybredziaków mnie zrozumieją.

    Spotykam na korytarzu szkolnym Młodszą wychodzącą ze stołówki.

    - Mamo, ja dziś nie biorę drugiego dania. Ale zupę zjadłam prawie całą!
    - A co jest na drugie danie?
    - Fu-ziemniaki, fu-mięso i fu-surówka!
    - Wiesz co? To ja chętnie zabiorę to Fu-drugie danie do domu i zjem sama!

    W szatni przepytuję na okoliczność tego samego obiadu również syna.

    - Czy zjadłeś dzisiejszy obiad?
    - Zupy nie zjadłem! Zjadłem za to pół ziemniaków i pół mięsa!
    - A jaka była zupa?
    - Paskudna! Ogórkowa z jakimś obrzydlistwem!

    Niestety pudełko śniadaniowe córki starczyło tylko na "Fu"-drugie danie. Że też nie pomyślałam o wylaniu resztek herbaty z termosu syna, wystarczyłoby na zupę ogórkową z jakimś obrzydlistwem.

    Albowiem Głodna Matka wszystko zje! A jeśli nie musiała jeszcze tego sama ugotować, to tym bardziej!

    *******************************************************************
    Jak widać, jest to wpis śmieszno-kwaśno-wkurzający.

    Śmieszny, bo jak to usłyszałam od Młodszej na korytarzu szkolnym, to serdecznie się roześmiałam.

    Wkurzający, bo gdy opowiedziałam tę historię mężowi powiedział "Nawet mnie nie denerwuj...". Bo mąż uważa, że dzieci przesadzają i trzeba z nimi ostro. Tyle, że po całodziennych bojach obiadowych w domu i gotowaniu cały czas kilku wybranych potraw, które zostaną zjedzone ja miałam dość "ostrego traktowania".

    A wpis jest również kwaśny, bo ostre traktowania ma drugi koniec, w postaci jęków i narzekań biednych "głodzonych" dzieci, które wiecznie marudzą, bo nie zjadły tego co było, nie dostały tego, co lubią, ech... I wtedy matki takich dzieci mają bardzo kwaśne miny i nastroje przez resztę dnia. Chyba, że wypracowały w sobie wybiórczą głuchotę na takie rzeczy. Ja ciągle nad tym pracuję, z mniejszymi i większymi sukcesami. Jadnek w celu uniknięcia długotrwałych takich efektów ubocznych dzieci zostały zapisane na stołówkę szkolną. Jakoś tak lepiej dla mojego zdrowia psychicznego, gdy moje niejedzące dzieci oglądają panie nauczycielki i kucharki, a nie ja.No i cenowo te szkolne obiady są całkiem korzystne ;)
    *********************************************
    I jeszcze coś na deser. Jak myślicie, kim jest ta dziewczynka ze skwaszoną miną na zdjęciu, próbująca wyciągnąć z herbaty "fu i obrzydliwe" kawałeczki cytryny???



  • 02/10/12--00:30: Fajny mały (chan 1605068)
  • Zasłyszane z przedpokoju.

    - Wiesz mamo, jak byłam w bibliotece na religii to pani bibliotekarka dziwiła się, że mój brat ciągle jeszcze jeździ do szkoły na rowerze.
    - A wytłumaczyłaś pani, dlaczego jeździ ciągle na rowerze?
    - Nieee. A właściwie to dlaczego jeździ?
    - Przecież wiesz. Gdybyśmy szli na nogach, to by trwało strasznie długo, poza tym nogi by go bolały. No i ta jazda na rowerze to jest dla niego super rehabilitacja. Możesz to wszytko pani powiedzieć.
    - Aha. A Tomek (imię, zmienione, kolega również nie chodzący na religię) zapytał się o kogo chodzi. No i ja powiedziałam, że to mój brat. A on powiedział "Aha, to ten fajny mały".
    - He he! Powiedział o mnie "fajny mały!" - fascynuje się MR, dumny z tego, że kolega z piątej klasy go kojarzy i nawet lubi. To się liczy między chłopakami.
    - Bo ty jesteś mały i fajny, wiesz - mówi z ukrywaną czułością w głosie Starsza. - I nie ma w tym nic złego!
    .....
    Lubię takie rozmowy...



  • 02/12/12--00:56: Muzyka na niedzielę (chan 1605068)
  • Cóż, najwyraźniej nie dane mi będzie wklejanie filmików z You.Tube bezpośrednio, nie da się i już. Blox nie lubi You. Tube :(

    W linku jest piosenka z oficjalnego kanału piosenkarki, znalezionej przeze mnie w sieci jako alternatywa dla  Lady Gagi i innych. Muzyka na pewno nie dla każdego, ale Starszej się podoba, słowa są zachęcające i co ciekawe niektóre kawałki lubi nawet Duży Rycerz, na co dzień zwolennik tradycyjnej muzyki gospel. Ciekawi mogą zajrzeć na tego
    linka , uprzedzam, lepiej ściszyć nieco głośniki:)

  • 02/13/12--08:02: Miastowa (chan 1605068)
  • Wysłaliśmy zachwyconą Młodszą na zimowisko zuchowe i w okrojonym składzie wyjechaliśmy do Szczawnicy. Ja nie bardzo miałam ochotę. Duży Rycerz chciał uciec od krakowskiego smogu, oderwać się trochę od napięć w pracy, dzieci chętnie spędzą więcej czasu z tatą. Tośmy się dogadali, że on z dziećmi na sanki, ja z książką w domu zostanę, wszyscy będą zadowoleni.

    Przyjeżdżamy na miejsce. Pierwsze niemiłe odkrycie - nie ma ciepłej wody. Zimna (raczej lodowata) leci i owszem, ale z "ciepłego" kurka nie leci nic.

    Gdy coś nie działa, dla mojego męża to automatyczne wyzwanie - misja: "Odkryć CO nie działa i naprawić - za wszelką cenę!". Jego upór tym razem się przydaje. Po niedługim czasie dochodzi do wniosku, że... zamarzła woda w ścianie :( Próbuje ogrzewać ścianę "dmuchawą", która do tej pory służyła do krótkiego dogrzewania łazienki. Sprzęt szybko pada, nieprzyzwyczajony do tak intensywnej pracy.

    Mąż stosuje plan B, czyli ogrzewanie ściany suszarką, powieszoną do góry nogami. Stosuje również turbodoładowanie w postaci podgrzewania zamarzniętej rureczki świeczką...Po jakiejś godzinie takiej pracy suszarka nadal żyje, nie ma pożaru, a z ciepłego kranu zaczyna kapać woda! Hurra! Brawa dla upartej "złotej rączki".

    Ale w mieszkaniu jest zimno. Bywaliśmy tutaj nie raz w zimie i było całkiem ciepło, ale tutejszy system grzewczy (grzejniki na prąd) nie jest przystosowany do mrozów - 25 stopni, tak jak w nocy przed naszym przyjazdem... Okazuje się, że ubrania, które zabrałam na długie spacery i dzieciom na sanki muszą zostać użyte co poruszania się po domu.

    Zastanawiam się, co będzie w nocy? Zwykłe, choć ciepłe piżamy nie wystarczą na pewno... rodzeństwo już siąka nosem lekko, zły duch Matki-Polki, która o wszystkim powinna pamiętać, na wszystkim powinna się znać i za wszystko jest odpowiedzialna już wyziera zza kątów mojego umysłu ogarniętego paniką, wywołaną utratą kontroli nad sytuacją. Chce mi się płakać. A potem się wściekam. Na zaistniałą sytuację. Wreszcie każę dzieciom  ubrać pod piżamy rajtki i skarpetki, ciepłe podkoszulki pod spód i liczę na czynny udział psa w nocnym dogrzewaniu. Dudek zachwycony układa się bowiem na legowisku MR, ułożonym z kilku warstw kołder, śpiwora i koca polarowego.

    W końcu kładę się spać, modląc się o pomoc we właściwym nastawieniu. Bo z jednej strony, oczywiście jestem wdzięczna za to miejsce. Że możemy tutaj być za darmo, że dobrze nam razem i tak dalej. Ale z drugiej strony - nie lubię się ubierać na sportowo. Nie lubię być zmuszona do noszenia cały czas tego samego swetra, bo jest najcieplejszy. Nie lubię myć głowy polewając ją gorącą wodą z miednicy, bo ciepła woda jest ledwie ciepła, a ja lubię gorącą... Wygląda na to, że jestem miastowa i już. Moja kobiecość najlepiej ma się w makijażu, ulubionych kolorowych ciuchach i po prysznicu pod gorącą wodą:)

    W takim to nastroju poszłam spać. Rano oczywiście było mi już lepiej. Jak się nie ma tego, co się lubi, najlepiej polubić to, co się ma, albo człowiek zatruwa nastrój swój i innych. Po obudzeniu wszyscy przyznali zgodnie, że nie zmarzli, choć wrażenia po wkroczeniu prosto spod kołdry do wyziębionej łazienki... niezapomniane... 

    Myślę, że wdzięczność też jest jakimś wyborem. Warto ją wybierać, dla siebie i tych, co wokół mnie...

    "Kocham cię." - mówi Duży Rycerz, przytulając mnie - "... nawet gdy narzekasz..." - mówi to nie zwracając uwagi na moje nieułożone wystarczająco włosy, ten sam sweter każdego dnia. A jutro Walentynki i gdzieś sobie razem pójdziemy. Bo najważniejsze jest to, co niewidoczne dla oczu.

  • 02/15/12--03:20: Powalentynkowe "-łam" (chan 1605068)
  • Walentynki miałam...
    Z samego rana męża uściskałam
    Stosowną karteczkę od razu mu dałam
    A jaką miłą sama otrzymałam!
    Córce i synowi niespodziankę zgotowałam
    Walentynki i słodycze na śniadanie przygotowałam
    W kuchni się również walentynkowo wyżywałam
    Co na zdjęciach dumnie dla was udokumentowałam
    Wreszcie na kolację z mężem pojechałam
    Smacznie zjadłam, długo i miło z nim rozmawiałam
    Do domu wróciłam, "Robin Hood"a obejrzałam
    Pod koniec filmu jak zwykle rzewnie płakałam
    Nasz ślub sprzed lat bowiem wspominałam
    Gdy naszą muzykę z tamtej chwili usłyszałam
    Do męża długo się przytulałam
    Wdzięczna Bogu za naszą miłość dziękowałam.






  • 02/20/12--01:10: Zwyczajne życie, zwyczajna śmierć (chan 1605068)
  • Nie była bogata. Właściwie przez całe życie z trudem wiązała koniec z końcem. Wyszła za mąż z miłości (chyba?) i przez pierwsze lata cieszyła się mężem, dziećmi. Męża jednak najpierw powoli rok po roku wykradał jej alkohol, a wreszcie gdy dzieci były nastolatkami zabrała go śmierć.

    Żyła prostym życiem kobiety z małego miasteczka, bardziej chyba zastanawiając się, co ludzie powiedzą, niż czy jej życie jest spełnione i jest szczęśliwa.  Przy czwórce własnych, potem przy wychowywaniu dzieci jednej, drugiej córki pewnie nie miała zbyt dużo czasu na myślenie...

    Nasze dzieci znały ją jako babcię od krajanki i ciasteczek markizy, którymi zawsze z radością je częstowała, gdy przyjeżdżaliśmy.

    5 lat temu zaczął się bolesny proces - zabierania nam jej przez jedną chyba z najwredniejszych chorób - Alzheimera.
    Jej odchodzenie było trudne dla wszystkich, każdy inaczej to przeżywał. Ja jak to ja - przeżywałam to emocjonalnie, od współczucia po rozdrażnienie, od zamykania się na emocje po bunt.
    Wszyscy czegoś się uczyliśmy, ja troski o starszego człowieka, który staje się jak dziecko. Nasze dzieci - tolerancji dla inności. Duży Rycerz - cierpliwości  i nie zadawania pytań.

    Mama mojego męża odeszła z tego świata w piątek po południu.

    ***
    Gdy dopiero zaczynała żniwa w jej umyśle, gdy dopiero była na wstępnych badaniach, Duży Rycerz odwiedzał ją często i mieli bardzo dobre, głębokie rozmowy. O życiu, o Bogu. Dlatego teraz, mimo smutku, jest spokojny, bo wie, że mamę jeszcze spotka. Za nic nie chcieliśmy oboje pisać na wieńcu pogrzebowym tych często widzianych przeze mnie słów "Ostatnie pożegnanie". Gdy zadzwoniła jego siostra z pytaniem, co chcemy żeby tam było, okazało się, że oboje pomyśleliśmy o czymś podobnym...  I tak na wieńcu jego mama, a moja teściowa będzie miała napisane "Do zobaczenia u Ojca"...

    ***
    Proste, zwyczajne życie. Według lansowanych powszechnie wzorców moja teściowa nie zrobiła nic szczególnego. Mnie nie wtrącała się absolutnie do niczego, dopiero teraza uświadomiłam sobie, że obce zupełnie były mi jakiekolwiek ze słynnych i opisywanych potyczek o wpływy między synową a teściową.

    Nie zrobiła wielkiej kariery, ani wielkich pieniędzy. Starała się "robić swoje".  Zostawia po sobie czwórkę dobrze wychowanych, kochających się dzieci. Dla mnie zrobiła coś absolutnie wielkiego, dzięki niej na świecie jest mój mąż...


  • 02/23/12--01:03: 1 % po raz pierwszy... (chan 1605068)
  • To nie jest dla mnie łatwe. Głównie dlatego, że doskonale zdaję sobie sprawę, że jest mnóstwo dzieci w dużo poważniejszej sytuacji zdrowotnej niż Mały Rycerz... Ale skoro zdecydowałam się założyć konto w Fundacji, to zamierzam wykorzystać tę możliwość. Poza tym, to, że ma się tak, a nie inaczej nie oznacza, że pieniądze z 1 % by się nam nie przydały... oj przydałyby się bardzo. Na więcej rehabilitacji, basenu, w przyszłości na dopasowany do niego rower, być może jakieś operacje...

    Kochani czytelnicy kibicujący Małemu Rycerzowi!

    Jeśli chcecie pomóc właśnie nam, będziemy bardzo wdzięczni. Obiecuję, że wszystkie pieniądze wykorzystamy dla jego dobra, poprawy zdrowia i lepszych szans na najbardziej normalne życie. Poniżej wklejam ze strony Fundacji "Zdążyć z pomocą" instruktaż, co i gdzie wpisać w zeznaniu podatkowym.




    Należy pamiętać o wypełnieniu pół zaznaczonych na czerwono, w przykładowym PIT w poz. 124 : 0000037904 (to jest numer KRS Fundacji) oraz w poz. 126: 15906 TOKARSKI SAMUEL (nasz numer identyfikacyjny i dane).

    1% podatku mogą przekazać:
    - ryczałtowcy – PIT 28,
    - przedsiębiorcy – PIT 36,
    - przedsiębiorcy-liniowcy – PIT 36L,
    - pracownicy – PIT 37,
    - gracze giełdowi – PIT 38,
    - osoby, które sprzedały nieruchomość – PIT 39.

    Bardzo dziękuję w swoim, ale przede wszystkim w jego imieniu. Będę ogromnie wdzięczna, jeśli wspomnicie o nas swoim znajomym. Albo wyślecie linka do tego wpisu. Albo napiszecie o tej możliwości na swoim blogu.